100 Lat Insuliny

Epidemiologia

Cukrzyca jest chorobą cywilizacyjną. Zachorowalność na cukrzycę wzrasta z roku na rok.

Szacuje się, że 422 milionów osób na całym globie choruje na cukrzycę z czego 179 milionów to osoby u których choroba jeszcze nie zostala zdiagnozowana.

Około 5% populacji choruje na cukrzycę. W 95% przypadków jest to typ 2. Prawdopodobnie przynajmniej połowa chorych na cukrzycę typu 2 nie jest zdiagnozowana.

W Polsce żyje według różnych szacunków między sto a dwieście tysięcy osób z cukrzycą typu 1, a insuliną leczy się około 300 000 ludzi.

Szwecja i Finlandia mają największą zapadalność na cukrzycę typu 1 na świecie.

Odkrycie insuliny, hormonu zapewniającego dziś życie milionom chorym na cukrzycę, było możliwe dzięki pracy zespołowej i pomocy zwierząt.

Historia insuliny

Sto lat temu młody lekarz Frederick Banting, niepogodzony ze stratą koleżanki, która zmarła z powodu cukrzycy, zgłosił się do kierownika katedry Fizjologii w Toronto z pomysłem na wynalezienie leku, który mógł uratowac dziewczynę. Chodziło mu o insulinę – hormon, którego pozyskiwanie od zwierząt uważano w tamtych czasach za niewykonalne.

Był rok 1921. Młody chirurg Fredrick Banting swój upór do wynalezienia leku na cukrzycę uzasadnił okolicznościami śmierci koleżanki z czasów szkolnych, która zmarła w wieku 14 lat z powodu śpiączki cukrzycowej. Szef katedry prof. John Macleod wyjeżdżał akurat na dłuższy urlop, więc zezwolił Bantingowi na korzystanie z laboratorium. Wspaniałomyślnie podarował mu też 10 psów, których trzustki posłużyły do eksperymentów. Gdy wrócił z wakacji, lek był gotowy i tak rozpoczęła się era insulinoterapii, która trwa do dzisiaj i milionom chorych na cukrzycę zapewnia długie życie.

Słowa diabetologia i diabetyk wywodzą się ze starożytnej Grecji, a cukrzyca to po łacinie diabetes mellitus. Diabetes oznacza cedzenie wody, mellitus -słodki jak miód. Zanim tak tę chorobę nazwał Areteusz z Kapadocji w pierwszym stuleciu naszej ery, jej opisy odnaleziono w egipskim papirusie pochodzącym z 1550 r.p.n.e. gdzie zwracano uwagę na wzmożone pragnienie i zwiększone oddawanie słodkiego moczu. Dla medyków ta naturalna ciecz była zawsze ważnym materiałem diagnostycznym. Zresztą pozostaje nim do dzisiaj, tyle że ludzkie zmysły – wzrok i smak – zastąpił precyzyjna aparatura i komputery.
Prekursorzy medycyny nie umieli wyjaśnić przyczyny cukrzycy, ale na jej objawy wskazywali trafnie. One również pozostały niezmienne do naszych czasów. Wiadomo już jednak, że cukrem obecnym w moczu jest glukoza – niezbędne dla organizmu paliwo, ale większość tkanek przyswaja ja tylko w obecności insuliny produkowanej przez tzw. Wyspy Langerhansa w trzustce.

Brak inusliny pozostawia glukozę ”niezagospodarowaną”, więc jej poziom przekracza we krwi bezpieczne normy, przepływa w nadmiernych ilościach przez nerki, a także trafia do trzech typów komórek, którym insulina nie jest potrzebna do spożytkowania glukozy. Ewolucyjnie nie są na to przygotowane: erytrocyty, neurony oraz śródbłonek naczyń krwionośnych. W wyniku przeładowania glukozą obumierają, a ich błony komórkowe staja się chropowate.

Dlatego u osób chorych na cukrzycę, których trzustka nie jest w stanie sama wytwarzać insuliny lub produkuje jej za mało, bez substytucji tego hormonu dochodzi po latach do zakrzepów, uszkodzenia wzroku i nerwów obwodowych.

W okresie poprzedzającym wynalezienie insuliny niemal wszyscy chorzy umierali w młodym wieku. Nastolatki, które zaczęto leczyć pierwszymi preparatami insuliny, ważyły po 20-30 kg, ale dzięki nowatorskiej terapii szybko odzyskiwały masę ciała, siły i zdrowie.

Rozwój insulinoterapii dopiero się rozkręcał, stosowanie insuliny wymagało bowiem wielu udoskonaleń. Przede wszystkim potrzebna była produkcja na masową skalę, czym w Stanach zjednoczonych zajęła się firma Eli Lilly z Indianapolis, a w Europie Farbwerke Hoechst z Frankfurtu nad Menem.

Przez kolejne lata uzyskiwano coraz czystsze i bezpieczniejsze generacje insuliny, dzięki czemu pacjenci lepiej je tolerowali. Przez pierwszych 60 lat preparat wytwarzano ze zwierzęcych trzustek, co wymagało nie lada zachodu, by odpowiednio zabezpieczyć surowiec w wielkich chłodniach. Produkcja leku dla jednego pacjenta wymagała w ciągu roku zużycia aż 7 kg trzustek, co przy rosnącej liczbie chorych, żyjących coraz dłużej, z biegiem lat zaczęło ograniczać dostępność. Podjęto więc prace nad wytwarzaniem insuliny ludzkiej za pomocą rekombinacji DNA przez bakterie Escherichia coli oraz drożdży piekarskich.

Tak oto insulina stała sie pierwszym w historii lekiem stosowanym u ludzi, który stworzono metodami inżynierii genetycznej. Ale postęp trwał dalej – kolejnym krokiem było wyprodukowanie analogów insuliny (szybko oraz długo działających), które jeszcze bardziej polepszały standardy leczenia, gdyż niemal idealnie odwzorowuja zmiany poziomu cukru w organizmie, zapobiegając groźnym stanom hipoglikemii.

Z jednego z największych osiągnięć nowożytnej medycyny wypączkowało wiec wiele rodzajów insulin. Insulinoterapia nie jest zwykłą kuracją – wiąże pacjenta na całe życie, więc choć preparaty podawane w zastępstwie naturalnego hormonu muszą z nim być równoważne, istotne są też aspekty psychologiczne i praktyczne. Choćby wygodny sposób podawania leku, który jest białkiem, więc musi omijac żołądek, by nie być w nim strawiony przez enzymy.

Pod koniec lat 80 XX wieku pacjenci zaczęli rozstawać się ze strzykawkami i igłami. Do użytku weszły tzw. peny, czyli wstrzykiwacze przypominające wieczne pióra, niemal bezboleśnie, ale co ważniejsze – bardzo precyzyjnie dozujace zalecone dawki insuliny.

Jeśli trzustka nie może jej wytwarzać, u chorego już we wczesnej młodości rozwija sie cukrzyca insulinozależna typu 1. Aby przeżyć, musi ją wstrzykiwać podskórnie, by zrekompensowac ten naturalny deficyt.

Cukrzyca typu 2 rozwija sie u osób po 40 roku życia, często otyłych, które początkowo mogą być z powodzeniem leczone odpowiednia dietą, następnie lekami doustnymi, ale wraz z upływem lat także dla nich insulina staje sie w końcu lekiem najskuteczniejszym. Decyzja o rozpoczęciu kuracji bywa dla niektórych trudna, jednak warto, by nie odkładać jej w nieskończoność.

Jeden z sondaży ujawnił, że w Polsce 58% chorych obawia się rozpoczęcia kuracji insuliną, ale co bardziej niepokoi – aż 86% lekarzy stosuje argument insulinoterapii jako szantaż! Przy takim podejsciu chory traktuje insulinę nie jako lek, tylko jak karę i ostateczność, a strach wcale nie jest dobrym nauczycielem posłuszeństwa. Może tu tkwi przyczyna niefrasobliwosci niektórych pacjentów, którzy nie zważając na konsekwencje cukrzycy, z obawami podchodzą do insulinoterapii. Chociaż nowoczesne aplikatory z igłami cienkimi jak włos umożliwiają niemal bezbolesne wkłucia, to chorzy skarża się na niewygodę takiego leczenia. Pompy insulinowe nie wymagają co prawda kilkukrotnego przekłuwania skóry w ciągu doby, ale pacjenci wypatrują jeszcze mniej uciążliwych metod aplikowania tego leku.

Noble za insulinę

O doniosłości odkrycia insuliny świadczy to, że Banting i Macleod zostali uhonorowani Nagrodą Nobla już w 1923 r. a więc zaledwie w dwa lata po tym wydarzeniu (do dzis nazywa sie go ”najszybszym Noblem z medycyny”; Banting był też najmłodszym laureatem, gdyż nie skończył jeszcze 32 lat).

Kolejną nagrodę Nobla związaną z insuliną odebrał w 1958 Frederick Sanger, który cztery lata wcześniej ustalił sekwencję aminokwasową insuliny.

W tym samym roku zsyntetyzowano ją chemicznie – w obu przypadkach było to pierwsze białko, dla którego się to udało. Insulina była też pierwszym lekiem wytworzonym metodami inżynierii genetycznej (została zaakceptowana do stosowania u ludzi w 1982).

Przyszłościowe terapie

Niewątpliwie przed lekiem, który swiętuje właśnie setna rocznicę odkrycia, rysuje sie jeszcze pełna wynalazaków przyszłość.

Nie było to z pewnością ostatnie słowo w udoskonaleniu metod leczenia cukrzycy. To co wydaje się dziś najbardziej prawdopodobne, wiąże się z wprowadzeniem nowej odmiany insuliny podawanej podskórnie raz w tygodniu.

Dla cukrzycy typu 1:

  • przeszczepy wysepek trzustkowych,
  • wykorzystanie komórek macierzystych do powstania komórek wytwarzających insulinę,
  • pompa z mechanizmem sprzężenia zwrotnego, dostosowująca ilość podawanej insuliny do glikemii.

Świętego Maksymiliana Marii Kolbego męczennika

14 sierpnia obchodziliśmy wspomnienie świętego Maksymiliana Marię Kolbego (1894-1941). Swoje życie związał z zakonem franciszkanów będąc niezwykle twórczym i gorliwym przyjacielem Jezusa i głosicielem Jego orędzia. Skupiony na dziełach Bożych, ale także wrażliwy na biedę konkretnych ludzi, ostatecznie oddał życie za ojca rodziny w KL Auschwitz. Okazał się naśladowcą Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za każdego z nas.

Zdarza się, że odchodzimy od Boga, szukamy innych dróg i wartości. Kiedy okazuje się, że są to fałszywe drogi, decydujemy się powrócić. Naród wybrany pod kierownictwem Jozuego znalazł się po raz kolejny w sytuacji wyboru. Nie można żyć w wewnętrznym rozdarciu. Jozue domaga się decyzji i Izraelici ją podejmują: „Panu Bogu naszemu, chcemy służyć i głosu Jego chcemy słuchać”. Taki jednoznaczny wybór pozwala rozpocząć od nowa. Całe nasze życie jest duchową walką o wierność Bogu. Krok po kroku, decyzja za decyzją umacniają nas w dobrym wyborze albo spowijają pajęczyną grzechu i niewierności.

Wspominany dziś św. Maksymilian takimi konkretnymi, dobrymi krokami i decyzjami, dzień za dniem przygotował się do podjęcia tej ostatecznej i najważniejszej decyzji w swoim życiu, kiedy na placu obozowym w Auschwitz zdecydował się oddać życie za współwięźnia. Jego decyzja była również ostatecznym „tak” powiedzianym Bogu.

Ucho pływaka

Zapalenie ucha zewnętrznego (łac. otitis externa)

Funkcją przewodu słuchowego zewnętrznego jest transmisja i wzmocnienie fali akustycznej docierającej do ucha środkowego. Zadaniem przewodu słuchowego jest również ogrzanie powietrza docierającego do błony bębenkowej i ochrona błony bębenkowej przed urazami mechanicznymi.

Przewód słuchowy zewnętrzny ma około 3 cm długości i ma kształt litery S. Rozpoczyna się otworem słuchowym zewnętrznym a kończy błona bębenkowa.

Przewód słuchowy zewnętrzny samoistnie oczyszcza się transportując – niczym taśmociąg – keratynę wosk i obumarłe komórki skory wyścielającej przewód słuchowy. Transport odbywa się od błony bębenkowej do otworu przewodu słuchowego zewnętrznego.

Najczęściej choroba ta dotyczy przewodu słuchowego zewnętrznego. Występuje u dzieci i dorosłych.

Zapalenie przewodu słuchowego nazywa się ”uchem pływaka” (ang. swimmer`s ear), gdyż jest przypadłością osób często korzystających z basenów pływackich.

Ciepło i woda sprzyjają rozwojowi drobnoustrojów, a ponadto przebywanie w wodzie prowadzi do wyplukania woskowiny – naturalnej bariery ochronnej.

Przyczyny zapalenia ucha zewnętrznego

  • Nadmierna wilgotność w przewodzie słuchowym zewnętrznym w czasie kąpieli w zbiornikach wodnych (morze, jezioro, baseny).
  • Zmiany ph w obrębie przewodu słuchowego, które wynikają z zastosowania szamponów i żeli myjących.
  • Mikrourazy w obrębie przewodu słuchowego, które powstają przy używaniu pałeczek i innych przedmiotów do czyszczenia przewodu słuchowego zewnętrznego.
  • Używanie aparatów słuchowych (osoby starsze) lub słuchawek (dzieci i młodzież).
  • Ciało obce w przewodzie słuchowym zewnętrznym.

Proces zapalny może mieć podłoże

  1. Bakteryjne : gronkowiec złocisty ((Staphylococcus aureus), pałeczka ropy błękitnej (Pseudomonas aeruginosa)
  2. Grzybicze : Candida i Aspergillus
  3. Wirusowe : wirus opryszczki lub wirus ospy-półpaśca.
  4. Egzema, łuszczyca lub alergia

Objawy zapalenia ucha zewnętrznego

  • Ból, który nasila się przy ruchach żuchwa np. podczas jedzenia oraz podczas ucisku i poruszania małżowiną uszna,
  • upośledzenie słuchu spowodowane obrzękiem skory przewodu słuchowego zewnętrznego,
  • czasami wydzielina z ucha, ból głowy lub gorączka.

Leczenie

Krople do ucha z antybiotykiem i kortykosteroidem na receptę przepisaną przez lekarza rodzinnego lub laryngologa.

Zapobieganie

  • Unikajmy używania patyczków higienicznych, ponieważ mogą podrażnić skore na ściankach przewodu słuchowego;
  • Do czyszczenia uszu używajmy specjalnych kropli lub spraye (rozpuszczające woskowinę uszna) dostępne w aptekach bez recepty;
  • Jeżeli regularnie korzystamy z basenów lub często korzystamy z prysznica warto używać zatyczki pływackie do uszu;
  • Jeżeli to możliwe starajmy się w czasie kąpieli wodnych utrzymywać głowę ponad powierzchnia wody;
  • Po kontakcie uszu z woda starajmy się dokładnie osuszyć przewody słuchowe zewnętrzne.

Mamy czas dla chorych i na własne życie

Jak wygląda praca lekarza w Szwecji i jak działa tamtejszy system opieki zdrowotnej? Z Mateuszem Rybickim, specjalistą medycyny rodzinnej z Gdańska, na stale praktykującym w Szwecji, rozmawia Lidia Sulikowska.

W Szwecji mieszka nieco ponad 10 mln ludzi. Średnia szacowana długość życia mieszkańca tego kraju wynosi prawie 83 lata. Wydatki na ochronę zdrowia oscylują w granicach 11proc. PKB (ponad 9 proc. stanowią środki publiczne). Liczba praktykujących lekarzy wynosi 4,3/1000 mieszkańców, a pielęgniarek – 10,9/1000. Średnio w ciągu roku lekarz udziela 650 konsultacji (najmniej w Unii |Europejskiej, najwięcej porad – ok. 3200 – udzielają polscy lekarze. Średnia unijna wynosi ok. 2000). Szwecja jest krajem posiadającym niewiele łóżek szpitalnych (2,1/1000 mieszkańców, średnia UE: 5/1000).

Dane: ”Health at Glance. Europe 2020”. OECD

Dlaczego zdecydował się pan opuścić Polskę?

Powód mojego wyjazdu był banalny. Po zakończeniu stażu podyplomowego starałem się o rezydenturę z medycyny rodzinnej w woj. pomorskim, niestety bez powodzenia. Chciałem robić to, co kocham, więc postanowiłem poszukać swojej szansy poza granicami Polski. Wybór padł na Szwecję, bo ten kraj miałem już okazję poznać bliżej jeszcze w czasach szkolnych. Nauczyłem się wtedy języka szwedzkiego. Wbrew pozorom, jest on bardzo prosty.

W Szwecji nie było problemów z dostaniem się na wymarzoną specjalizację?

System kształcenia specjalizacyjnego wygląda tu inaczej. Nie ma procesu rekrutacyjnego na rezydentury sterowanego centralnie, z odgórnym przyznawaniem miejsc specjalizacyjnych w zależności od punktów zdobytych podczas egzaminu. Tutaj można rozpocząć szkolenie w każdym momencie – placówki medyczne ogłaszają nabór przez cały rok, a chętni aplikują bezpośrednio do nich. Wygląda to tak, jak w przypadku ubiegania się o pracę. Nie ma limitów określonych przez resort zdrowia – to ośrodki medyczne decydują, ile otworzą etatów rezydenckich na daną specjalizację i same poszukują chętnych, np. publikując ogłoszenia. Oczywiście na jedne specjalizacje jest trudniej się dostać, na inne łatwiej, ale generalnie problemu nie ma. Placówki w większych miastach są nieco bardziej oblegane niż te na prowincji.
Ośrodki prowadzące szkolenia specjalizacyjne otrzymują środki z budżetu państwa na pensje dla rezydentów, ale nierzadko zdarza się, że specjalizant otrzymuje wynagrodzenie wyższe od gwarantowanego. W Szwecji brakuje lekarskich rak do pracy i placówki medyczne chętnie rekrutują młodych, bo wiedzą, że to dla nich szansa, że taki lekarz po ukończeniu specjalizacji to potencjalny pracownik na dłużej. Pracodawcy chętnie dopłacają do pensji podstawowej rezydenta, by zatrzymać go właśnie u siebie.

Braki kadrowe są problemem?

Zdecydowanie tak. Co prawda jest tutaj spora liczba lekarzy, ale pracują maksymalnie na jeden etat, a większość tak naprawdę jeszcze mniej. Nie ma potrzeby pracować więcej, bo zarobki i tak są bardzo satysfakcjonujące.

Ktoś jednak musi obsadzić dyżury w szpitalach i przychodniach.

Tak, ale to nie jest problemem lekarza, tylko jego pracodawcy. Nikogo nie można przymusić, by brał nadgodziny. Zresztą, taka sytuacja jest bardzo korzystna dla lekarzy, bo jeśli chętnych do dodatkowej pracy jest niewielu, to jest ona wynagradzana na wysokim poziomie.

Szwedzkie społeczeństwo bardzo ceni życie pozazawodowe. Zachowanie równowagi między pracą a życiem prywatnym jest tutaj ważną wartością. Lekarze nie są wyjątkiem. Cenią swój czas wolny, a w pracy rozsądne nią obciążenie. Oczywiście szwedzki system ochrony zdrowia jest lepiej finansowany niż ten w Polsce, więc pewnie łatwiej im wyegzekwować lepsze warunki zatrudnienia. Specjalista na etacie z kilkuletnim stażem miesięcznie zarobi tutaj średnio 70-90 tys. koron brutto (30-40 tys. zł), a koszty życia nie są tak wysokie, jakby się mogło wydawać. Generalnie porównanie poziomu wynagrodzenia do kosztów życia wypada o wiele lepiej niż w Polsce.

Szwecja jest otwarta na lekarzy z innych krajów?

Zdecydowanie tak. Co czwarty praktykujący w tym kraju lekarz to imigrant, a Polacy stanowią jedną z największych grup. Moi rodacy – szczególnie ci z kilkunastoletnim stażem, są tutaj bardzo cenieni zarówno przez swoich współpracowników, jak i pacjentów. Co ciekawe, kiedyś przyjeżdżały tutaj głównie osoby z dużym doświadczeniem zawodowym, teraz coraz częściej są to młodzi ludzie – tuż po ukończeniu stażu podyplomowego.

Co się panu najbardziej podoba w szwedzkim systemie ochrony zdrowia?

Możliwość zachowania balansu pomiędzy pracą a życiem prywatnym oraz sama kultura pracy. Mamy sporo czasu dla pacjenta., ja przyjmuję dziennie średnio 10 osób. Wizyta trwa 20-40 minut. Nie jesteśmy też za bardzo obciążeni pracą administracyjną. Po wyjściu pacjenta z gabinetu nagrywamy nasze obserwacje na dyktafon, a sekretarka medyczna wpisuje je później do karty medycznej chorego. Sporo czasu poświęcamy na omawianie w gronie współpracowników trudniejszych przypadków medycznych. Otwarcie rozmawiamy o napotykanych problemach i chętnie konsultujemy się z innymi lekarzami oraz – w ramach ich kompetencji – z pielęgniarkami i fizjoterapeutami.

Co ciekawe, w Szwecji zdecydowana większość placówek – czy to państwowych, czy prywatnych – udziela usług finansowych ze środków publicznych. Pacjent za wizytę wnosi każdorazowo symboliczną opłatę w wysokości 150-200 koron, zależnie od regionu (ok.66-88zł). Praktyki prywatne, w których pacjent pokrywa całość kosztu wizyty – tak, jak to ma miejsce w Polsce – w ogóle tutaj nie funkcjonują.

Ważne jest też chyba funkcjonowanie systemu no-fault.

To prawda. Jeśli coś pójdzie nie tak, nie ma szukania winnego, tylko analizowany jest problem i wyciągane są wnioski – placówka musi wprowadzić takie działania, które zminimalizują wystąpienie podobnego błędu w przyszłości. Lekarz nie jest pociągany do odpowiedzialności za spowodowanie nieumyślnego błędu w ramach wykonywanych obowiązków. Publikowane są też raporty opisujące konkretne zdarzenia, ale zanonimizowane. Dzięki nim wszyscy uczymy się i wyciągamy wnioski. Takie rozwiązanie to ogromne wsparcie dla lekarza, dające odciążenie psychiczne i duży komfort pracy. Nie ma strachu przed zgłaszaniem wystąpienia zdarzeń niepożądanych, bo nie ma piętnowania lekarzy. Odnotowywanie takich przypadków ma służyć doskonaleniu systemu pracy i uniknięciu ich w przyszłości. Z wielkim smutkiem patrzę na moich kolegów i koleżanki w Polsce, którzy nie maja takiego komfortu pracy.

A co z pacjentem? Czy otrzyma rekompensatę za uszczerbek na zdrowiu?

Jest system odszkodowawczy organizowany i finansowany przez państwo, który pokrywa takie zobowiązania.

Jakie są największe problemy tutejszej ochrony zdrowia?

Jak w każdym kraju, w Szwecji też narzeka się na niedofinansowanie usług zdrowotnych, kolejki do specjalistów i na badania diagnostyczne, ale pozytywne jest to, że pacjenci nie obwiniają za to lekarzy. Mają świadomość, że to problemy muszą rozwiązywać organizatorzy systemu i to ich winią za to, że coś funkcjonuje nie tak, jak należy. Lekarze jako grupa zawodowa są cenieni przez społeczeństwo. Do nas pacjenci nie mają pretensji, gdy system im czegoś nie zapewnia. Inna sprawa, że obywatel Szwecji nie musi czekać aż tak długo na świadczenia medyczne, jak np. w Polsce. Maksymalnie są to trzy miesiące i jest to prawnie zagwarantowane. Oczywiście w czasie pandemii kolejki nieco się wydłużyły, ale Szwedzi rozumieją tę sytuację.

Jak lekarzom udało się wypracować tak dobry wizerunek?

Jeśli jakiś element systemu nie funkcjonuje, to wyraźnie podkreślamy, że nie można mieć o to pretensji do nas, bo to nie my odpowiadamy za wadliwe działanie systemu. Poza tym na wizytę z pacjentem możemy poświęcić naprawdę dużo czasu, więc chory czuje, że lekarz chce i może mu pomóc. To wzbudza duże zaufanie do lekarza i buduje dobrą relację.

Szwedzi dbają o swoje zdrowie?

Bardzo. Są aktywni fizycznie, zwracają uwagę na to, co jedzą i mają dużą wiedzę na tematy podstawowych zagadnień dotyczących zdrowia. Ważną rolę w podnoszeniu tej świadomości odgrywają pielęgniarki, które mają duże uprawnienia. Mogą m.in. ordynować pacjentom podstawowe leki, poza tym uczestniczą razem z lekarzem w podejmowaniu niektórych decyzji terapeutycznych. To one są pierwszym kontaktem z chorym i decydują, czy potrzebna jest wizyta lekarska, czy może same są w stanie pomóc pacjentowi. Mamy też wyspecjalizowane pielęgniarki, które np. samodzielnie wykonują gastroskopię.

Czy lekarze nie mają poczucia, że pielęgniarki wchodzą w ich kompetencje?

Nie, z prostego powodu – to są dość proste zadania. Po co lekarz ma tracić czas na ich realizację? Lepiej poświęcić ten czas pacjentowi, który wymaga lekarskiej konsultacji specjalistycznej.

Polskie Ministerstwo Zdrowia ubolewa nad tym, że wielu polskich lekarzy – uprzednio wykształconych za pieniądze z budżetu państwa – emigruje zasilać kadry innego kraju.

Lekarze nie wyjeżdżaliby, gdyby mieli satysfakcjonujące warunki rozwoju i pracy w kraju. Praktykowanie zawodu w Polsce jest ciągłą walką – o lepsze wynagrodzenie, godne warunki pracy i możliwość leczenia pacjenta zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Polski lekarz jest przeciążony pracą, a dodatkowo zestresowany, że za nieumyślnie popełniony błąd może grozić mu proces karny. A kiedy człowiek jest przemęczony, łatwo błąd popełnić. Trudno się dziwić, że wielu gotowych jest zrezygnować z takiej pracy i znaleźć dla siebie lepsze miejsce na ziemi.

Mateusz Rybicki, „Mamy czas dla chorych i na własne życie”, Gazeta Lekarska, Nr 06, Czerwiec 2021.

Mateusz Rybicki pracuje w Szwecji kilka lat. Niedawno ukończył specjalizację z medycyny rodzinnej. Praktykuje w przychodni zlokalizowanej w niewielkiej miejscowości niedaleko Karlskrony. Jest autorem facebookowej grupy „Lekarz w Szwecji” oraz podcastów dostępnych na stronie http://www.lekarzwszwecji.pl

Doktor Edmund, Brat Papieża

„Zawsze patrzyłem na medycynę ze szczególną miłością, ponieważ ona była wybraną dziedziną mojego wcześnie zmarłego brata”

Jan Paweł II

Te słowa Jana Pawła II ośmieliły mnie do bliższego spojrzenia na wyjątkowe angażowanie się Ojca Świętego w problemy medyczne. Jak sam przyznawał – śmierć przedwcześnie zmarłego brata, lekarza, te zainteresowania zwiększała.

Jerzy Woy-Wojciechowski

Prezes Honorowy Polskiego Towarzystwa Lekarskiego

Karol Wojtyła już w wieku 9 lat stracił matkę i wtedy całą swą miłość skierował w stronę starszego brata Edmunda. Zawsze go podziwiał, naśladował, a nie mając matki, był do niego jeszcze bardziej przywiązany. Nic dziwnego, że śmierć brata odcisnęła trwały ślad w jego sercu i była z pewnością przyczynkiem do wyjątkowo żywego interesowania się w latach późniejszych medycyną, światem lekarzy i chorych, cierpieniem oraz ochroną zdrowia i życia.

Potwierdzają to m.in. liczne orędzia z okazji Światowych Dni Chorych, wizyty w szpitalach i leprozoriach, spotkania z chorymi i aż 121 audiencji dla lekarzy. „Jego przedwczesne odejście zapisało się głęboko w moim sercu” – napisał Jan Paweł II, mając na myśli swego brata, do biskupa Tadeusza Rakoczego z okazji nadania szpitalowi w Bielsku-Białej imienia dra Edmunda Wojtyły. Śmierć kochanego i podziwianego brata była wielkim wstrząsem dla 12-letniego wówczas, pozbawionego już matki, Karola. Z tą śmiercią brata kończyło się jego dzieciństwo.

Ratował papieża przed depresją

Dr Edmund Antoni Wojtyła urodził się 27 sierpnia 1906 r., jako syn zawodowego wojskowego Karola i Emilii z domu Kaczorowskich. Pobierał nauki w Szkole Kadetów, a po odzyskaniu przez Polskę niepodległości był uczniem Gimnazjum Państwowego w Wadowicach, gdzie w 1924 r. uzyskał świadectwo dojrzałości. Zaraz po maturze, mimo trudnych warunków materialnych, został studentem Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W „Słowniku medycyny i farmacji Górnego Śląska” można przeczytać, że Edmund Wojtyła był „(…) celującym studentem. Niejednokrotnie wywoływał aplauz audytorium na publicznych wówczas egzaminach”.

Ten wspaniały dla niego okres studiów zakłóciła choroba i śmierć matki. Carlo Bernstein i Marco Politi, którzy w biografii Jana Pawła II szerzej opisali więzi, jakie łączyły obydwu braci, piszą: „Po śmierci matki, która nastąpiła 13 kwietnia 1929 r., starszy o 14 lat Edmund był dla Karola jedynym źródłem niekłamanej radości w życiu. Widywano ich grających razem w piłkę na ulicy, pływających w nurtach Skawy. Edmund zabierał także brata na wycieczki w góry, zarażając go na całe życie pasją wędrowania. Obcowanie z bratem było dla Karola okazją do ucieczki przed depresją, w którą popadł po śmierci matki”.

Pamiętny dzień

Będąc studentem, Edmund odbywał wakacyjne praktyki w szpitalu w Wadowicach, gdzie dyrektorem był dr Józef Sołtysik, ojciec znanej współcześnie aktorki Barbary. W czasie studiów zaliczał egzaminy m.in. u tak znakomitych profesorów jak Tadeusz Tempka (hematologia), Kazimierz Kostanecki (anatomia), Maksymilian Rutkowski (chirurgia), Marian Gieszczykiewicz (bakteriologia) czy Władysław Szumowski (filozofia i historia medycyny). Już w czasie studiów zadziwiał swą dojrzałością i wypowiedziami, zwłaszcza na ostatnim roku medycyny, gdy odbywał staż w klinice kardiologii: „Nie nauka, ale miłość bliźniego nas zmieniła”.

Wielokrotnie też mówił o „medycynie socjalnej i ludowej”, co znacznie wyprzedzało czasy, w których ustawodawstwo państw demokratycznych stopniowo wprowadzało ten rodzaj praktykowania opieki zdrowotnej. Po ukończeniu ze znakomitym wynikiem studiów 28 maja 1930 r., w obecności ojca i brata Karola, w Collegium Maius został promowany na doktora wszechnauk lekarskich. Carlo Bernstein i Marco Politi w swej książce piszą: „Z dumą patrzył Karol, jak Edmund odbiera z rąk profesorów w togach dyplom z oceną magna cum laude, słuchając rzęsistych braw, jakimi zebrani nagradzali brata. Był to dla niego podniosły i pamiętny dzień”, a dalej dodają: „Dla porucznika Wojtyły zakończenie przez Edmunda studiów oznaczało wreszcie poprawę sytuacji materialnej rodziny. Dotychczas źródłem utrzymania była tylko jego mizerna emerytura”.

Dowcipny atleta o myślących oczach

Po uzyskaniu dyplomu lekarskiego Edmund Wojtyła odbył niezbędną, kilkumiesięczną praktykę w Klinice Chorób Dziecięcych w Krakowie, by już od kwietnia 1931 r. pracować jako sekundariusz w Powszechnym Szpitalu Miejskim w Bielsku. W czasie pracy zyskał sobie sympatię i uznanie nie tylko zwierzchników, ale także kolegów i pacjentów. We wspomnieniu pośmiertnym, które na posiedzeniu Rady Gminnej Miasta Bielska wygłosił burmistrz dr Józef Kobiela (22 grudnia 1932 r.), a które zanotowano w Księdze protokołów Rady Miejskiej odnalezionych przez Franciszka Jężaka w 1984 r., czytamy: „Dr Edmund Wojtyła z zapałem jął się powierzonej pracy. Obejmując ją, był szczęśliwy, że znalazł miejsce i pole do pogłębienia swych szerokich wiadomości i ulubionej pracy zawodowej, że spełniły się jego pragnienia, aby być podporą dla czcigodnego ojca, którego był chlubą oraz że będzie mógł zastąpić przedwcześnie zmarłą matkę ukochanemu młodszemu bratu”.

We wspomnianej wyżej książce Carlo Bernsteina i Marco Politiego opisywany jest jako młodzieniec energiczny i krzepki o niebieskich oczach, włosach blond i postawie atlety. Dalej autorzy dodają: „Karol odwiedzał brata w Bielsku tak często, jak to tylko było możliwe. Gdy był z bratem, wracał mu humor i optymizm, były to najszczęśliwsze chwile jego życia”. Sąsiadka państwa Wojtyłów Maria Kaczorowa uzupełniała jego wizerunek, mówiąc: „Edmund był podobny do ojca, tylko tęższy, typ męski, oczy myślące. Był opanowany, zrównoważony, zachowanie i maniery nienaganne. Interesował się życiem kulturalnym Wadowic. Uprawiał sporty, głównie tenis; grywał w szachy i brydża”.

Tad Szulc w książce „Jan Paweł II. Biografia” dopełnia tę charakterystykę następująco: „Był uroczym, cieszącym się wielką popularnością wśród kolegów młodzieńcem. Jego koledzy ze szpitala zapamiętali go jako człowieka obdarzonego dużym poczuciem humoru, skłonnego do żartów i bez reszty oddanego obowiązkom lekarza. Prezentując w salach szpitalnych swój „teatr jednego aktora”, zawsze potrafił rozbawić swoich pacjentów, nawet tych najciężej chorych”.

Módlcie się za mnie

Poświęcając się właśnie tym najbardziej potrzebującym, stracił życie. Pracując bardzo ofiarnie w czasie epidemii płonicy, zaraził się tą chorobą. Zmarł 4 grudnia 1932 r., mając zaledwie 26 lat. Ks. Adam Boniecki w „Kalendarium życia Karola Wojtyły” stwierdza: „Podczas epidemii szkarlatyny lekarze – według relacji świadków – bali się chodzić do chorych”. Edmund się nie bał. Z notatki w gazecie „Polska Zachodnia” można dowiedzieć się, że: „25 listopada wieczorem przywieziono do bielskiego szpitala ciężko chorą dwudziestojednoletnią dziewczynkę o imieniu Anna. Zapadła na zakaźną płonicę. Znajdowała się w stanie śpiączki. Młody lekarz spędził noc na czuwaniu przy chorej, chcąc wyrwać ją ze szponów śmierci. Śp. Dr Edmund Wojtyła zmarł 4 grudnia b.r. po ciężkiej, tylko cztery dni trwającej chorobie, na ciężką septyczną płonicę”.

Jak pisze Luciano Bergonzoni w książce „Brat Papieża Dr Edmund Wojtyła. Ofiarny Polski Lekarz”, Edmund tuż przed śmiercią zwrócił się do Boga i do obecnych przy nim osób słowami: „Módlcie się za mnie i za moje zbawienie”.

Dlaczego właśnie ja?

Wiadomość o jego śmierci została przyjęta z wielkim żalem zarówno przez świat medyczny, jak i liczne grono mieszkańców Bielska i okolic. Początkowo został pochowany na cmentarzu w Bielsku, przy czym z szacunku dla tak oddanego pracy i zmarłego na posterunku młodego lekarza pogrzeb odbył się na koszt miasta. Później szczątki Edmunda Wojtyły zostały przeniesione do grobu rodzinnego na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Dr Stanisław Brückner, który opiekował się do ostatniej chwili umierającym młodszym kolegą, powiedział w czasie pogrzebu: „W strasznym zmaganiu się z ciężką chorobą, w tym piekielnym tańcu ze śmiercią, swym gasnącym, słabym wzrokiem szukałeś ratunku od nas. Widzę ciągle Twą znękaną boleśnie twarz, słyszę Twe gorzkie słowa skargi, szeptane do ostatnich chwili spalonymi gorączką wargami: Dlaczego właśnie ja?, a wzruszające przemówienie zakończył słowami: „(…) Choć nie byłeś żołnierzem, jesteś dla nas bohaterem męczennikiem, boś poległ ofiarnie w walce ze śmiercią. Przemogła cię ona, przytuliła do swojego zimnego łona, gdyż Ty Drogi Kolego, odważyłeś się wyrwać życie młodej dziewczyny z jej szponów. Odszedłeś, Drogi Mundku. Ale pozostanie Twój czyn, czyn przepotężny, za który nie ludzie, ale Najwyższy niech Cię osądzi”.

Z kolei dr Józef Wałach w wychodzącym w Bielsku tygodniku „Zjednoczenie” napisał: „Pracował na oddziale zakaźnym szpitala miejskiego w Bielsku. W ciągu niespełna dwuletniego pobytu w tymże szpitalu dał się poznać jako nadzwyczaj sumienny lekarz i troskliwy opiekun powierzonych jego opiece chorych. Zamiłowany w swoim zawodzie wiele chwil poza służbą poświęcał chorym, przynosząc ulgę ich cierpieniom swą pracą i wiedzą. Te zalety charakteru serca zjednały mu niekłamaną sympatię chorych i kolegów oraz tych, którzy mieli sposobność z nim się zetknąć”.

Tygodnik „Zjednoczenie” odnotował po jego pogrzebie także, że: „Zginął jak żołnierz na posterunku – zaraziwszy się chorobą zakaźną przy pełnieniu trudnych obowiązków. Zginęło młode życie. Zimna mogiła zamknęła się nad bohaterską ofiarą szczytnie pojętego obowiązku. Zmarły czynami swymi postawił sobie najpiękniejszy pomnik w sercach wielu – szczery żal i wdzięczność”.

W pogrzebie, który odbył się w licznej asyście duchowieństwa, wzięli tłumny udział miejscowa społeczność, przedstawiciele władz rządowych i komunalnych i liczne grono lekarzy. Nad otwartą trumną wygłosił piękne przemówienie ks. Kanonik Karol Kasperlik, miejscowy proboszcz, po czym w serdecznych słowach pożegnał zmarłego imieniem kolegów dr Stanisław Brückner. Przemawiał również imieniem lekarzy dr Józef wałach. W czasie pogrzebu odśpiewał kilka pieśni Chór Towarzystwa Teatru Polskiego w Bielsku. Napis na płycie grobu głosił: „Zmarł jako ofiara swojego zawodu. Oddał swe młode życie pomagając innym”.

Stetoskop w Watykanie

Jan Paweł II często podkreślał niezwykle serdeczny stosunek, jaki go łączył z bratem. W rozmowie z André Frossardem wyznał: „Mój brat, zaraziwszy się ostrym wypadkiem szkarlatyny, zmarł w szpitalu, w którym rozpoczął swoją pracę zawodową. Dzisiaj antybiotyki zachowałyby go przy życiu. Miałem wówczas 12 lat. Śmierć mojej matki głęboko wryła się w mojej pamięci, ale śmierć mojego brata chyba jeszcze bardziej, ze względu na tragiczne okoliczności, w jakich się dokonała, jak tez z uwagi na moją większą dojrzałość”. Tak, ta śmierć rzuciła cień na całe życie Karola Wojtyły i przyszłego papieża Jana Pawła II. Carl Bernstein i Marco Politi kończą w swojej książce wspomnienia o bracie Ojca Świętego następującymi słowami: „Karol na zawsze zachował w pamięci zarówno opis ostatnich chwil brata, jak wspomnienie każdej spędzonej z nim szczęśliwej chwili. Na biurku Papieża w watykanie, jako jedna z najdroższych pamiątek leży zawsze stetoskop w podarunku od pracowników szpitala w Bielsku-Białej”.

Czy można się dziwić, że człowiek, który w wieku 9 lat traci matkę, dla którego brat lekarz przez następne trzy lata staje się osobą najbliższą i którego traci w wieku zaledwie 12 lat, ma tak szczególny stosunek do medycyny? Medycyny, która była w jego sercu odzwierciedleniem braterskiej miłości, ale też raniącym cierniem powstałym po przedwczesnej śmierci ukochanego Edmunda. Cierniem, który tkwił w nim od najmłodszych lat, aż po koniec pasterzowania na Stolicy Piotrowej.

Jerzy Woy-Wojciechowski, Historia i Medycyna, Gazeta Lekarska, Nr 07-08, lipiec/sierpień 2021.

The Second Electric Revolution: Happening Now in… Oil Country?

Powered by recent advancements in energy battery storage facility technology, wind and solar energies are on the move. Some are even hailing the nascent technology as revolutionary for the renewable energy sector.

Last year, for the first time ever, renewable energy sources generated more electricity in the United States than coal-fired power plants. This landmark achievement was no fluke. Coal power has been trending lower for many years, while renewable nergy has been trending higher. While coal slumped, renewable energy sources generated a 20 percent share of all electricity. Whatever advantages coal power might have, it’s a relatively dirty technology. And dirty power is not as popular as it used to be. Most people would rather breathe the air around the planet’s dirties solar plant than they would around the globe’s cleanest coal facility. Over the next ten years, coal consumption will drop by half, according to Bloomberg NEF. The rise of solar and the demise of coal is well established. The long-term trends are clear. Since natural gas is not renewable resource, and nuclear power is perceived by many to have safety issues, the combination of wind and solar power for energy use looks promising. However, with such renewable energy resources, there is one well-known problem – how can it be stored?

The city of Lethbridge, Alberta, sits on a high plain on the Western praire, abuting the Rockies. Oil derricks dot the surrounding foothills, which are treeless and scorched a burnt sienna colour by the ever-present sunshine. It’s the kind of place where men measure their success by the size of their pick-up trucks. Hardly the type of place you’d expect a renewable energy revolution to even percolate, let alone take off. But, in addition to sun and oil, Alberta has wind. And plenty of it.

Not long ago – about 15 years, as a matter of fact – the oil fields accounted for almost half of southern Alberta’s jobs, and more than half of its GDP. There was an inkling of smallish, scattered wind turbines in the area. Many locals, made wealthy by bitumen, scoffed at windmills as being ”Eastern liberal pipe dreams.” Then, the price of oil crashed, people across the continent became more aware of the link between big oil and environmental destruction – and things changed. Quickely. Today, in southern Alberta, there are more than 500 turbines, some 300 solar panel farms, and new battery projects show promise in spurring the sector’s growth further. But even on the High Plains, the wind sometimes dies down. The sun doesn’t shine all the time. How can these projects be completely feasible?

Benefits

Not surprisingly then, the beef against wind and solar farms is the unpredictability of the electricity they generate. However, during those intermittent moments, batteries can help provide the backup power. That could mean charging up during the day and distributing the power on the gird to customers in the evening when the sun is down and the wind isn’t as strong. Additionally, batteries can provide instant power to the grid if, for example, a power plant in another part of the same jurisdiction has to shut down unexpectedly. This is known in the industry as ”fast frequency response”. A spokeperson for the Alberta Electric System, which manages the grid, explained. ”the power is available in that instantaneous moment when you may need it”, David Mikalich told the CBC. He said that storage facilities are a game changer because of such benefits.

Batteries can also benefit communities that are adjacent to the power farms. TransAlta’s WindCharger project is made up of three Tesla lithium-ion battery storage groupings, each capable of holding 20 megawatt-hours of electricity. It’s enough to power the nearby town of Pincher Creek, population about 5,000, for two hours. The project was the first of its kind when it debuted two years ago, but today, several other storage facilities are already operating in the province and throughout the West, in fact.

Having a way to store wind energy, then having the ability to put it back into the grid makes renewable energy way more attractive”, project head Wayne Oliver said. ”It’s performing very well. It’s exceeding expectations”. South of the border in Browning, Montana, Fortis Electric Company is building a battery project near Glacier National Park. There is only one transmission line providing electricity. That means if it is damaged, the battery can provide power to the town while crews fix the problem. The batteries are expected to be able to power the community for much of the day, and they can be charged using the solar panels.

Overcoming Limitations

In spite of these perks, battery storage projects for renewable energies are rife with challenges. With wind and solar producing only a certain times, the batteries can fill the gaps by storing the energy for some time, but not as much as is often needed. And the lithium-ion batteries that supply most of the new storage capacity today can be very expensive if they are streched out over many hours. This past February, both Alberta och Montana went through a stretch of bitterly cold weather. During this time, the wind died down and turbines couldn’t be moved to produce much electricity for a week. A typical maximum storage time would be five or six hours. ”Seven days is asking more than what they can really provide”, Sean Blaken, an assistant professor in the department of economics at the University of Calgary said. ”So, we’re going to need other solutions to deal with the storage challenges we face”. That doesn’t mean batteries couldn’t deliver more power in the future. Larger projects in the West indicate that those five to six hours could become much longer. The relatively new 182 MW Moss Landing system in California is currently able to store enough electricity to power several thousand homes for 12 hours. TC Energy in nothern Alberta, which uses batteries to store energy from a hydroelectricity project in nothern Alberta, has the capacity to store 75 Megawatts for 37 hours, at full-capacity generation. Furthermore, since wind and solar still make up a relatively small chunk of all electricity generation (about 16 percent in Canada, closer to 20 percent in much of the US), storage doesn’t have to play such a big role. Yet.

Alternatives

Are there other ways of storing electricity and ensuring more reliable power? You bet: different jurisdictions could share or exchange power with each other based on their individual strenghts (in Europe think Sweden, which could share its hydroelectric power with neighbouring Denmark when the latter’s winds are light, and vice versa); gravity storage, which stores potential energy by lifting a mass with a pump or a crane, is complex and not cheap, but possible. Underground pumped storage is technically possible but expensive, since transmission lines buried under the earth must extend for hundreds or even thousands of kilometres. Most experts say more research is needed to improve the performance and scale of the projects. ”There’s some great stuff in storage, but the need for storage for a city like Tokyo or Los Angeles, this is very daunting”, said Bill Gates, Microsoft founder and an investor in long-duration storage projects, at the IHS Markit conference earlier this year.

What’s Next?

As more wind and solar projects are built, experts expect additional storage projects to also be constructed. They provide attractive alternatives to existing gas and oil energy sources. Although it appears that these carbon intensive energies are still needed, the storage capacity built to complement renewable energy sources provides a springboard to move from oil to a more renewable grid. In addition, large industrial companies could invest in batteries. That way, they would have electricity available to help reduce costs when power prices spike. As battery storage facilities increase in number, prices are anticipated to decrease as more of the structures are built and more innovation occurs.

Sunny Days Ahead

Thanks to many improvements and advancements in recent years, long duration energy storage via new battery technology holds great potential for e world in which wind and solar power dominate new power plant additions and gradually overtake other sources of electricity. However, one main obstacle preventing this trend from quickly scalling up, thus far, has been making the projects less financially feasible. Companies have had a hard time actually selling the stuff. Nevertheless, the recent proliferation of these resources has created its own push for long-term storage in places with high concentrations of wind and solar farms. And, thanks partly to changing public awareness and opinion, in turn driving policy change, these high-concentration locations are quickly growing. As Oliver put it, ”I’ve been in the wind inudstry for 15 years and I marvel at the change I’ve seen just in my short career. So I’m excited to see what comes in the next 10 years for sure”. So, is this a critical-mass moment for those anticipating a dramatic push towards renewable energies toppling carbon-intensive ones such as coal and oil? Well, perhaps not completely, but hold on to your hats. The wind’s definitely picking up.

The Second Electric Revolution: Happening Now in… Oil Country?, Michael Gaylord, Business English Magazine, Nr 84/2021, lipiec/sierpień 2021.

Little Denmark’s Big, Big Industries

With a population of less than six million inhabitants, the Kingdom of Denmark is one of Europe’s smallest countries. However, in many industrial sectors, this Nordic state is a surprisingly big player.

Although mainland Denmark is, of course, much smaller than Sweden and Norway, the territory of the Kingdom of Denmark is actually more extensive than that of its nothern neighbours. Greenland – the world’s largest island – is under the Danish crown, so Danish territory stretches as far west as eastern Canada and the eastern United States and further north than the whole of Russia and Norway – including Franz Josef Land and Svalbard.

A Modern, Mixed Economy

Denmark has basically a modern mixed economy. The country enjoyes a comfortable standard of living and a high level of government services. On the other hand, it s also heavily dependet on foreign trade. As in most West European countries, the economy is dominated by the service sector, which accounts for as much as 80 percent of employment.

Small Nation, Large GDP

Figures published by Worldometers.com and The World Population Review indicate that Denmark has just over 5,8 mln inhabitants, 1,38 mln of whom reside in the capital, Copenhagen. Nonetheless, according to figures published by the Statistics Times for 2020, this tiny country has the seventh largest GDP per capita in the world – USD 58,439 per inhabitant – putting it just behind the United States, where that figure stands at USD 63,051.

Powerful Export Sectors

One reason behind the power of the Danish economy is undoubtedly its exports. According to figures published by the OECD (Organisation for Economic Co-operation and Development), Denmark is the thirty-eighth largest export economy in the world. Figures published by Daniel Workman’s WTEX (World’s Top Exports) website indicate that 75,1 percent of Danish exports in 2020 went to European countries, while 14,3 percent of them were sent to destinations in Asia and 6,7 percent to North American customers.

Pharmaceuticals

The OECD’s official website and WTEX both claim that pharmaceuticals – especially packaged medicines – are Denmark’s top export. WTEX says the total value of Danish pharmaceutical exports during 2020 was USD 19,2 bln, i.e. 17.7 per cent of total exports, while the OECD claims that USD 9 bln of packaged medicines were exported from Denmark during the same year. Novo Nordisk A/S, based in Bagsværd, a suburb of Copenhagen, is one of Denmark’s biggest brands, and the world’s leading healthcare companies.

Pork Production: The Crowning Glory

Over 60 percent of the total area of Denmark is utilised for agricultural purposes. Accordingly, meat, especially pork is another key Danish export sector. Indeed, until 2016, Denmark was the top exporter of pork from the EU to non-European markets (chiefly China and South Korea). Now it has been overtaken by Spain and Germany. Nevertheless, according to OECD figures, the value of Danish pork exports for 2020 totalled USD 2,7 bln, while WTEX says total Danish meat exports for the same year amounted to USD 4,1 which was 3.8% of total exports.

One of the world’s largest meat exporters as well as Europe’s largest pork manufacturing companies is the Danish Crown Group, which has been operating for more than 130 years and has access to over 130 countries. The crowning glory of the Danish meat industry, one might say.

However, the Tulip brand is often credited as Denmark’s oldest brand. It specialises in canned and chilled meat products, as well as salami, which are also sold over the world.

Since Denmark basically consists of a peninsula and archipelago, it is only natural that fish production is another key industry in the country. According to WTEX, Denmark exported USD 3,5 bln worth of the commodity in 2020, while the Insider Monkey website claims the country is the world’s tenth largest exporter of fish, including cod, herring and salmon. Nordic Seafood A/S of Hirtshals in North Jutland ranks among the world’s prime exporters of seafood products.

Energy: Wind Power, Oil and Gas

The energy sector is also pivotal to the Danish economy. The Largest Companies website, powered by Nordic Market Data AB of Stockholm, is reliable source of company data for the Nordic countries. It states that energy trading company Energi Danmark A/S as well as wind turbine manufacturers Vestas Manufacturing and Ørsted A/S are ranked as the country’s second, fourth and eighth largest companies respectively (by turnover). The evergrowing demand for environmentally friendly energy generation bodes well for the Danish economy.

Although most people associate oil and gas with Norway, the Danes also produce and export their fair share of North Sea black and blue gold. By the OECD’s calculations, the value of refined pertoleum exported by Denmark in 2020 was USD 2.24 bln, making it the country’s third-biggest export. Apart from Ørsted, the most prominent Danish petroleum companies are Danoil Exploration A/S of Viby in Århus as well as Mærsk Oil, a branch of one of the world’s leading shipping companies, A.P. Møller-Mærsk A/S (better known as Mærsk), whose headquarters are in Copenhagen.

Danfoss is another energy-based multinational which the observer cannot afford to ignore. Its head office is in Nordborg on the island of Als, and selling point is engineering solutions designed to promote sustainable energy utilisation worldwide.

Other Big Brands

Of course, one of the most renowned Danish brands is Carlsberg, whose beer is consumed throughout the world. Between the 1970s and 2010s, it was marketed as ”probably the best lager in the world”. The company arranges tours of its brewery in Copenhagen for tourist, who can stock up on their favourite tipple at the Carlsberg Brand Store. Other popular Danish beer brands on the domestic and international markets are Faxe and Tuborg.

Two more of Denmark’s best-known enterprises are LEGO, the world-renowned toy company based in Billund in Mid Jutland (hence the popular amusement park Legoland) and Copenhagen-based Danisco, a global specialist in biobased food ingredients and inudstrial enzymes.

Nordic Tiger

Despite the global economic crisis caused by the dreaded pandemic, denmark remains among the most affluent countries on Earth. With its sizeable oil and gas supplies and dynamic industrial sectors, this is likely to remain the case for the foreseeable future.

Little Denmark’s Big, Big Industries, Jonathan Moore, Business English Magazine, Nr 84/2021, lipiec/sierpień 2021.

23 lipca – Świętej Brygidy – zakonnicy, patronki Europy

23 lipca 1373 roku odeszła z tego świata niezwykła kobieta święta Brygida. Szwedzka arystokratka, ale bardziej dama niebieskiego dworu. Matka ośmiorga dzieci (w tym świętej Katarzyny), niestrudzony pielgrzym, wpływająca na papieży, głęboka mistyczka, autorka ksiąg, założycielka zakonu… Ta głębokiej wiary i niespożytych sił kobieta jest jedną z patronek Europy. A my i nasze talenty? Czy służą rodzinie, społeczeństwu, narodom Europy, Kościołowi?

„Już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” – słowa te liturgia przywołuje w dzień świętej Brygidy. Zaangażowana w zewnętrzne życie, szukająca sposobności wpływania na świat – a nierozstająca się wewnętrznie z Chrystusem ukrzyżowanym. Chciała zmieniać świat, opierała swoje wysiłki na ewangelii, na krzyżu. Historia Europy wypełniona jest zamysłami budowania ciągle innego, w zamysłach lepszego świata – nie tylko kobiety się w to angażują. Wszelako stawiane cele i realizowane scenariusze ludzie budują często na własnych pomysłach. Czasem lepszych, czasem gorszych, ale z reguły pomijających odniesienie do Boga i ewangelii lub wręcz negujących i odrzucających takie fundamenty. Zarazem wpływ takich ludzi, takich kobiet jak święta Brygida okazuje się zwykle zbyt słaby. A było takich niewiast niemało w dziejach Europy. Może zbyt mało? A może tylko tym nielicznym udało się przebić, i to nie do końca? A może Kościół jest zbyt „męski” i nie potrafi – czy może nie chce – dopuścić do głosu tych niewiast dzielnych i mądrych?

Oremus, Teksty liturgii Mszy świętej na każdy dzień, lipiec 2021.

Sankt Josefs År. Världen Behöver Fäder.

Det har gått hundrafemtio år sedan påven Pius IX med skrivelsen Quemadmodum Deus proklamerade den helige Josef som den katolska kyrkans skyddspatron. För att uppmärksamma detta inledde påve Franciskus den 8 december i fjol ett år tillägnat en oöverträffad huvudperson i frälsningshistorien, som han skriver i sitt apostoliska brev Patris Corde (Med en faders hjärta). Josefsåret kommer att pågå fram till 8 december 2021.

Denna huvudperson i frälsningshistorien intar ofta en plats i skuggan, vilket påven uppmärksammar i sin skrivelse. Han säger att han ser likheten med den helige Josef i de många människor som, långt ifrån rampljuset, tålmodigt varje dag sprider hopp och går obemärkta förbi. De personer som agerar ansvarsfullt och diskret, i det osynliga.

Nu vill påven lyfta fram honom, då kyrkan och världen är i behov av Josefs beskydd och förebild. Världen behöver fäder, skriver påven, fäder som Josef vars storhet kan beskrivas med ödmjukhet, trohet, lydnad, kyskhet och rättfärdighet.

O felicem virum, kallade sankt Bernard Josef på 700-talet, när han beskriver hans uppdrag – en glad man. Gud anförtrodde faderskapet till Josef. Han ingrep men lät Josef handla. Josef gav Jesus hans namn, och Josef var den enda människa som Jesus kallade abba (pappa). Josef förstod inte alltid Guds verk, men han svarade med tillit och trohet.

I sin skrivelse påminner påven om att när kyrkan kallar Josef för fader lägger traditionen till castissimo, med hänvisning till den kyskhet Josef levde. Man kan tro att kyrkan bara talar om kyskhet i förhållande till sexuellt samliv, men påven förklarar hur kärleken är kysk när den är fri från att vilja äga, fri från att fylla sitt tomrum genom att besitta och styra andra. Josef älskade Jesus och Maria med kysk kärlek, utan målet att vara i centrum, utan behov av uppmärksamhet och bekräftelse. Det är denna kyskhet som påven uppmanar både världens fäder och präster att efterlikna. Mogna, handlingskraftiga män med auktoritet men inte härskare.

De många olika avlat som är knutna till Josefs år reflekterar viljan att den helige Josef ska ha en större plats i de troendes hjärtan. Tillsammans med de vanliga förhållandena: sakramental bikt, delta i mässan och ta emot kommunionen, samt be enligt påvens intentioner, erhåller man avlat om man mediterar över Josef, vilket man kan göra med hjälp av andlig litteratur eller vägledning. I skrivelsen nämner påven den polska författaren Jan Dobraczyńskis bok om den helige Josef, I Faderns skugga, som i form av en roman beskriver Josefs liv i den himmelske Faders skugga på jorden, i uppdraget att värna och skydda Jesus och Maria.

Avlaten mottas även om man gör en kroppslig eller andlig barmhärtighetgärning, i helige Josefs efterföljd; om man vänder sig till den helige Josef för att hitta ett värdigt arbete; om man ber rosenkransen tillsammans som trolovade eller i familjen, alternativt Sankt Josefs litaniorna eller andra böner i den liturgiska traditionen. Man erhåller även avlat om man ber för den förföljda kyrkan och för alla de kristna som lider av olika former av förföljelse.

Den som inte tror mig får låta sig övertalas genom att själva prova. Med dessa ord uppmanar den heliga Teresa av Avila till att göra som hon, och vända sig till den helige Josef i alla livets skeden och behov. Jag kan inte minnas en gång jag har bett om hans förbön och inte blivit bönhörd. Nu har vi ett särskilt år då kyrkan inbjuder till att fördjupa vår relation till den helige Josef och ta skydd under hans mantel, som Jesus gjorde som barn.

Charlotta Smeds, Redaktionschef Vatican News, Utsikt från Vatikanen, Katolsk Magasin, Nummer 10/2020

Człowiek z żelaza i bez żelaza

Anemia jest jedną z najstarszych znanych chorób ludzkości i jedną z najbardziej rozpowszechnionych na świecie, bo dotyczy ponad 2 miliardów ludzi. Globalna perspektywa jest taka, że dominującymi rodzajami anemii są:

  1. anemia z niedoboru żelaza,
  2. anemia wtórna do chorób zakaźnych takich jak malaria.

W bogatych krajach rozpowszechnienie anemii wynosi wśród kobiet 7-8% a wśród mężczyzn 1-3%. Natomiast niedobór żelaza bez anemii występuje u 25% kobiet w wieku reprodukcyjnym.

Dystrybucja żelaza w organizmie człowieka to pula aktywna metabolicznie oraz pula zgromadzona w magazynach. Ciało zdrowego dorosłego mężczyzny zawiera 3,5 g żelaza, natomiast zdrowej kobiety 2,5 g żelaza. Kobiety mają mniejsze zapasy żelaza.

Normalna szwedzka dieta zawiera 5-15 mg żelaza w ciągu dnia, z czego w przewodzie pokarmowym wchłania się 10%.

Najważniejsze źródła żelaza to: mięso, podroby, produkty zbożowe, owoce i warzywa.

Najważniejszymi składnikami erytropoezy są: żelazo, witamina B12 oraz kwas foliowy.

W ciągu doby tracimy 1 mg żelaza co odpowiada 2 ml krwi. Każda utrata krwi ponad 2 ml daje w dłuższym czasie niedobór żelaza.

Ujemny bilans żelaza powstaje u kobiet, które mają obfite miesiączki (miesięczna utratą krwi ponad 80 ml).

W czasie ciąży zapotrzebowanie na żelazo u kobiety jest większe od podstawowego o 1000 mg.

Niedokrwistośćanemia (łac. anaemia) – zaburzenie spowodowane przez: spadek poziomu hemoglobiny w porównaniu do normy przyjętej dla danego wieku i płci a co za tym idzie spadek zdolności krwi do przenoszenia tlenu.

Za anemię uważa się poziom hemoglobiny poniżej normy:

  • Hb<110 g/l dla ciężarnych,
  • Hb<120 g/l dla kobiet w wieku reprodukcyjnym,
  • Hb<130 g/l dla mężczyzny i kobiet w wieku po menopauzalnym.

U dorosłych niedokrwistości z niedoboru żelaza mogą być skutkiem przewlekłego krwawienia, stymulującego szpik do zwiększenia tempa erytropoezy, doprowadzając do wyczerpania ustrojowych zapasów żelaza.

U kobiet jedną z najczęstszych przyczyn są obfite krwawienia miesięczne.

U kobiet po menopauzie i u mężczyzn w piątej dekadzie życia i starszych najczęstszą przyczyną są krwawienia z przewodu pokarmowego – zmiany dysplastyczne w obrębie układu pokarmowego (polipy jelita grubego, nowotwór jelita grubego). Innym częstym miejscem krwawienia są owrzodzenia żołądka i dwunastnicy. Również w tym przypadku należy wykluczyć obecność zmiany o charakterze nowotworowym.

Innym źródłem krwawienia mogą być przepuklina rozworu przełykowego oraz uchyłki jelita grubego.

Korekta anemii po porodowej ma bardzo duże znaczenie, ponieważ anemia w tym okresie może być przyczyną depresji matki.

Niedoczynność tarczycy może prowadzić do anemii poprzez zmniejszenie eyrtropoezy.

Stosowanie leków typu aspiryna, NSAID czy antykoagulanty może powodować krwawienia z przewodu pokarmowego uszkadzając śluzówkę. Ponadto wymienione leki zwiększają skłonność do krwawienia przez zmniejszenie krzepliwości krwi.

Zaburzenia wchłaniania takie jak celiakia powodują brak żelaza, witaminy B12, kwasu foliowego.

Objawy

Gdy anemia postępuje szybko, objawami są: uczucie dezorientacji, wrażenie, jakby się miało zemdleć, utrata przytomności i zwiększone pragnienie.

Gdy niedokrwistość narasta powoli, jej objawy są z reguły mało nasilone i obejmować mogą uczucie zmęczenia, osłabienie, duszność i mniejszą wydolność fizyczną.

Leczenie

W niedokrwistości z niedoboru żelaza prowadzi się leczenie przyczynowe. Najczęściej stosuje się doustne preparaty żelaza dwuwartościowego, które powinny być przyjmowane na czczo przez kilka miesięcy. 

Witamina C jest niezbędna do ich prawidłowego wchłaniania.

Podczas terapii mogą wystąpić działania niepożądane w postaci dolegliwości ze strony układu pokarmowego takie jak:

  • nudności
  • wymioty
  • bóle brzucha
  • biegunka
  • ciemne stolce

Trwają one krótko i nie stanowią wskazania do zaprzestania leczenia.